czwartek, 25 lutego 2010

Wiosna , mój ty darling! Zima umiera!




Drugi tydzień ferii spędzam pod znakiem oglądania Top Gear , Czarnej Żmiji i Hałsa. Dochodzi do tego nauka na hiszpański i Szuler. Nie czytam , nie chce mi się. Wiosna z zadowoleniem przeszła się po okolicy i zajebała dużo śniegu. Czuć już jej mocne perfumy i widać wszędobylską nieśmiałą zieleń. Marzec zapowiada sie przesrany ze względu na nieuchronny sprawdzian z historii i hiszpański.


As Pik powoli staje sie juz tylko postacią w opowiadaniach o Szulerze. Odchodzi mi ochota na tworzenie czegoś nowego i cywilizowanego. Potrzebuję kopa , coś co zachęci mnie do działania. Ferie spędzam w domu gdzieś na końcu świata , gdzie nikt mi nie śmie przeszkadzać. Lubię samotność. Kiedy inni samemu wariują, ja mam się znakomicie. Twórcza atmosfera wokół. Może porobię zdjęcia? Ruszę na wyprawę po okolicznych lasach? Przespaceruję te pieprzone 17 kilometrów i do niedzieli będę zdychał znudzony nad książkami? Tak , to zdecydowanie dobry pomysł!


Móżdżku , co będziemy robić jutro?


To co zawsze idioto! Wyleżymy się do 10 , przeczytamy co słychac na świecie. Weźmiesz pióro do ręki , machniesz coś o Szulerze , skreślisz. Poprawisz , znowu skreślisz ,wieczorem przepiszesz. Wypijesz 3litry herbaty , pouczysz się na hiszpański , poczytasz historię i pójdziesz na spacer. Proste ?


Móżdżku?


Co znowu?


Ale to strasznie dużo roboty!


Coś musisz robić ! Rusz dupe! Załóż w końcu normalną kurtkę , arafatkę , kapelusz na łeb i zapierdalaj!






Tak oto Syzmon w ciągu niespełna 15 minut zmotywował sie do życia. To dziwne , ale na początku notki byłem sfrustrowany i zniechęcony , a tytuł brzmiał: "pieprzyć optymizm" , teraz jak widać , idę zrobić sobie herbatę.
(na zdjęciu ostatnie tchnienia tej zimy w moim ogrodzie)



Sencha z Bergamotką

Brak komentarzy: