środa, 3 lutego 2010

As Pik







      -To As Pik!- powiedział Szuler.

Dżentelmeni siedzieli przy stoliku w herbaciarni przy Oxford street. Było po trzeciej w nocy, a trzech panów we frakach, cylindrach i z rewolwerami przy boku chciało przebić się przez ścianę do banku obok.
- Niemożliwe-odezwał się jeden z pozostałych, kręcąc głową.
-Nie, na pewno nie ona. Wszystkie są takie same, ale nie ona. Ta ma grację, styl i to coś, co tak lubię w kobietach. Może i jest trochę nieśmiała. Trzeba docenić urok ukryty głęboko pod powierzchownością codziennego życia w tym paskudnym mieście.
Wiertło zarzęziło cicho o stal. Piąty otwór z kolei, napotkał na ścianę sejfu. Pan Adders nalewał właśnie herbatę .
-Panowie, herbatę podano.
Wszyscy dżentelmeni zasiedli przy herbacie i ciastkach.
     Trzecia w nocy w herbaciarni obok banku braci Fosterów.
-Może to dama pik!
-Nie, Dama Pik, to inna osoba, dama pik jest bardziej niezależna, nie to, co pozostałe damy tego rozdania. Ma w sobie ciągle piękno i delikatność, ale w obyciu jest co najmniej... trudna. Panowie, mówię wam! to As Pik!

***

     W pół do czwartej dnia poprzedniego w tej samej herbaciarni poznało się czterech dżentelmenów, którzy jeszcze tej nocy postanowili napaść na bank.
Trzech z nich przebijało ścianę, a czwarty podawał im herbatę.
-As Pik, to doskonałość, jej przewaga nad innymi jest znaczna i niepodważalna. Nie ma co do tego wątpliwości. Mało tego panowie , jestem gotów się o to pojedynkować.
-Jest pan pewien?
-Tak jestem.
     Stoły w herbaciarni przy Oxford streert rozsunięto. Dwóch dżentelmenów stało do siebie plecami. Odeszli pięć kroków każdy. W powietrzu czuć było aromat earl grey. Czwarty z dżentelmenów siedział i pił herbatę wpatrując się to w jednego, to w drugiego z wyraźnym podenerwowaniem.

Strzał.

W herbaciarni przy Oxford street leżał trup. Nad nim stało trzech jego znajomych.
-Mówiłem , że to As Pik , nie mogłem się mylić. Znalazłem ją w końcu, nie mogę się mylić panowie, świadczy o tym ten trup. Zostanę więc przy swoim. Pora rozegrać tę partię, nie ma na co czekać.
Pisarz przekręcił się tak, że widział co się dzieje na ulicy, Kapelusznik wygodniej się rozparł i pił herbatę drobnymi łyczkami . Szuler założył cylinder na głowę i wyszedł z herbaciarni przy Oxford street w kierunku wschodzącego słońca. Gildia stała przed nim otworem. Musiał dotrzeć do swojego wymarzonego luksusowego życia. Ktoś nie dawał mu jednak spokoju. As Pik spotkana raz na balu ambasady Japońskiej...

1 komentarz:

Franek pisze...

osom. gratz. Powodzenia w poszukiwaniach :)