Wyszedł w mgliste uliczki południowego Londynu. Słońce zaszło dawno temu, ale tutaj latarnie gazowe zapalali dopiero około północy, by stróże prawa mogli spokojnie stać w świetle, nie bojąc się wszędobylskich zbirów. Szedł mijając przechodniów śpieszących się do domu z fabryk. Mijał żebraków, sieroty, ocierał się o przechodniów, po każdym w ręce zostawał mu nowy zegarek, portfel lub pamiątkowy wisiorek. Przechodnie nie zwracali uwagi na wystrojonego w cylinder i palto jegomościa idącego pośród biednej klasy pracującej. Tej nocy miał rozegrać kolejną partię pokera, tym razem w pubie Montyego. Zapukał w umówiony sposób, wykidajło otworzył drzwi i z ogładą goryla powitał znakomitego gościa. Szuler zostawił mu cylinder. Usadowił się wygodnie przy swoim stoliku, barman przyniósł mu trzy kieliszki i wspaniałe czerwone wino, rocznik ’49 . Nie musiał długo czekać , aż przyszli pozostali , równie szykownie ubrani, jeden z nich miał monokl, natomiast drugi nie zdjął cylindra, "co za brak manier" Bez zbędnych wstępów, darząc się chłodnym szacunkiem usiedli i zaczęli grać. W gildii szulerów był zwyczaj walk pomiędzy kolejnymi graczami z listy uzupełnianej co tydzień. Wymagała ona ciągłych zmian ponieważ do gildii należało ponad sześciuset członków z całego Londynu i okolic. Walka polegała na rozegraniu kolejnych partii pokera, członek gildii, który został spłukany uznawany był za przegranego w pojedynku i spadał o określona liczbę miejsc na liście. Zwycięzca zajmował wtedy miejsce przegranego, członkowie gildii musieli stawać do pojedynków przynajmniej raz w tygodniu, jeśli zostali o to poproszeni. Była też zasada, że jeśli członek gildii ginął, to ostatni który z nim grał zajmował jego pozycję. Ta bezwzględna zasada wykorzystywana była tylko wśród pierwszej setki, która bezwzględnie między sobą rywalizowała. Nasz bohater miał miejsce 101 i grał z numerami 100 i 98.
Kolejne partie mijały spokojnie , raz wygrywał raz przegrywał.Ostatnie rozdanie. W puli było też mieszkanie numeru 100 , ponad dziesięć tysięcy funtów, konie numeru 98 i kolekcja zegarków ukradzionych przez Szulera. Przyszły dziesięć pik, walet pik, dama pik, król pik i dziewiątka trefl. Do szczęścia brakowało tylko Asa Pik. Zaryzykował. Powoli schował dziewiątkę do rękawa i wyjął swojego Asa, który zawsze mu towarzyszył . Zagrał va banque i sprawdził. Jego poker pików kontra kareta asów numeru 100 i kareta króli numeru 98. Wszyscy popatrzyli po sobie widząc dwa asy i dwóch króli pik, nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć już każdy celował do każdego z pistoletu. Szuler z pojedynkowych olbrzymów celował w głowy 98 w cylindrze i 100 w monoklu. Numer 100 przystawił do głowy Szulerowi Rewolwer Le manta, a 98 swoim Coltem 1846 celował to w Szulera, to w 100.
Goście Montyego przywykli do ciągłych walk między szulerami i nie zwrócili nawet uwagi na trzech dżentelmenów mierzących do siebie przy stoliku w rogu knajpy. Topili tylko swoje utytłane sadzą i smarem smutki fabrycznego życia w ciemnym piwie. Monty był znany w całym Londynie jako najlepszy pub, piwo nie było chrzczone, a kosztowało niewiele. Ludzie bali się tam przychodzić ze względu na częste walki członków gildii, z których Monty miał 30% .
Siedząc tak we trzech mierzyli do siebie. Nikomu na twarzy nie poruszył się nawet jeden mięsień.Dwa wystrzały i kule odłamkowe posiłkowane zbyt dużą ilością prochu zmiotły z powierzchni ziemi głowy numerów 98 i 100. Pistolety pojedynkowe wygrane swoją drogą przez Szulera w poprzedniej grze nie nadawały się już do niczego. Ogromne kule pozbyły się głów przeciwników, rozerwały lufy, a odłamki raniły jednego z gości i ze świstem odbijały się od mebli, sufitu i ścian. Po wypłaceniu odszkodowania rannemu w postaci stadniny koni i oddaniu 30% zysków Montyemu, Szuler szukał wzrokiem wykidajły.
-Czy mogę prosić o cylinder?- zapytał.
-Nie teraz- burknął i zajął się sprzątaniem ciała z taką miną, jak gdyby była to jakaś kara .Szuler rozzłoszczony podszedł i z całej siły uderzył głową sprzątającego w podłogę i przystawił do niej pistolet.
-Kiedy ja o coś proszę, to nie pytam czy mogę, tylko się tego domagam, więc na przyszłość gdy ja coś chcę to masz rzucić wszystko i od razu lecieć do mnie z cylindrem, w przeciwnym wypadku będę musiał napisać do twojej matki w zoo, że zginął jej jedyny ludzki potomek!
-Niech pan mu odpuści, to osioł- krzyknął barman zza lady.
-U osłów to zapewne się wychowywał, a ogłady nauczył się od wyjątkowo tumanowatej sztuki, dodam też, że nie był on zbyt pilnym uczniem. O głowę wyższy wykidajło przyniósł cylinder, nie podnosił oczy wyżej skórzanych butów, trzymając się za rozbity czerep. Szuler skinął i rzucił mu monetę, wszak wykidajło należał do tych, na których równie skuteczne są metody i marchewki i kija.Wyszedł bawiąc się kartą asa pik, która okazała się przepustką do prawdziwego bogactwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz