środa, 24 lutego 2010

Yankee adventure t.2



Ameryka okazała się miejscem bardzo ciekawym. Ludzie zadowoleni wielce z siebie , skrajni patrioci. Mieli mnóstwo czasu dla siebie. Masy , prawdziwe masy robotników co dzień ruszały z i do fabryk. To nowoczesne codzienne życie Nowego Jorku Szuler oglądał ze swojego apartament w nowo wybudowanym wieżowcu. Pierwsza konstrukcja ze stali i betonu była brzydka , choć wzbudzała podziw. Szuler został przywieziony tutaj zaledwie trzy tygodnie temu , a już dysponował sporą sumką , dwoma mieszkaniami i parką niewolników. Znalazł nawet niezgorszą herbaciarnię. Prawie jak w domu. Nadał oczywiście telegram do Maka , że jest w Nowym Jorku , że zbierze trochę pieniędzy i wyrówna ostatecznie porachunki z tą grubą idiotką z balu.
Szuler znalazłszy się w miejscu tak przyciągającym wszelkiego rodzaju hazardzistów , poszukiwaczy przygód i byłych żołnierzy czuł się jak w raju. Każdy z nich bezgranicznie wierzył w swoje szczęście i grali do ostatniego grosza. Szuler w ciągu tych trzech tygodni zbył niezłą fortunkę. Z ponoć pewnego źródła dowiedział się , że gruba Amerykanka była mózgiem tutejszej mafijnej rodzinki. Jako , że szulerzy i mafia mieli ze sobą na pieńku , Szuler nie przegapiłby żadnej okazji by dopiec mafii , a zemsta na idiotce , tylko dodała smaczku. Mafia znana jest z tego , że zawsze obraca sporymi pieniędzmi. Tak było i tym razem. Pani Jones miała sporą szajkę poszukiwaczy złota i rabusiów na bogatym dzikim zachodzie. Stamtąd do cztery dni przyjeżdżał pociąg z jednym wagonem mieszkalnym i jednym pocztowym , wypełnionym złotem. Przygotowany do odparcia każdego ataku Indian był skrajnie trudnym celem. Szulerowi udało się znaleźć kilku pomagierów. Były to typy z pod czarnej gwiazdy , właśnie takich Szuler potrzebował. Jeden wielki czarny , bez przednich zębów, drugi biały z wrednym obliczem i szramą przez lewe oko , trzeci , typowy cowboy z zachodu. Tworzyli oni wybuchową mieszankę nazwaną przez Szulera przewrotnie miśkami. Mieli co cztery dni obserwować pewien odcinek torów biegnący w szczerym polu . Co cztery dni przejeżdżał tamtędy pociąg ze złotem , dokładnie o 16:35. Za każdym razem. Owo szczere pole było dokładnie w połowie drogi między Nowym Jorkiem , a stacją załadunku złota. Tam Szuler zaplanował napad. Wcześniej jednak odnalazł fabrykę Colta. Zamówił tam dwa ręcznie wykonane pistolety. Czarne rewolwery na naboje kapiszonowe dum-dum sprowadzane z Indii. Kaliber 0,75cala. Do lufy Szuler mógł włożyć mały palec. Odrzut był tak mocny , że zbir , który pewnego razu ukradł Szulerowi pistolet po strzale wybił sobie zęby. Nauka strzelania takim potworem nazwanym (tak tak) As Pik i drugim równie potężnym Asem Kier zajęła kolejny tydzień. Jednak teraz Szuler potrafił trafić w monetę z pięćdziesięciu kroków i dzięki cudownej amunicji rozbić ją w pył.
Czwarty tydzień pobytu w Stanach , wypadał piątek trzynastego Sierpnia. Kazał swoim zbirom kupić mały stolik , porcelanową zastawę i frak każdemu.

Przyjechał dzień wcześniej , zatrzymał się w knajpie w okolicy. Gdy przyszedł na miejsce , w którym miało dojść do zamachu , czekał już stolik , zaparzona herbat ,a miśki stali we frakach , trzymając w dłoniach pistolety i pałki. Pogoda dopisywała , pierzaste obłoki pędziły po idealnie niebieskim niebie. Nie to co w Londynie , gdzie niebieski można było dostrzec tylko jako kolor ubrań.
-Witam panowie , pogodę mamy piękną , Szrama ,jak z czasem?
- Szesnasta dwadzieścia szefie.
-Doskonale. Powiedzcie mi , jak będzie dwadzieścia sześć.
Szuler zasiadł do herbaty , przyniesiony przez siebie worek położył w nogach stolika. Miśki grali na suchej trawie w karty. Doszła dwadzieścia sześć. Szuler wstał , a z worka wyjął małą łaskę dynamitu. Pogrzebał głębiej w worku i wyjął lont z etykietką „3 minuty”. Położył dwie połączone lontem laski na środku torów , zapalił lont i wrócił do herbaty. Po chwili nadjeżdżał pociąg. Zatrąbił przeciągle na widok ludzi przy torach. Szuler wyjął zegarek z wewnętrznej kieszeni Fraka, każdy jego gest był przeciągły i teatralny.
-Już za chwilę.
Odszedł parę kroków.
-Phhhhhhhhh -zasyczał przez zęby.
Lokomotywa wjechała na dynamit , Eksplozja poderwała jej przód do góry , pociąg upadł tak , że roztrzaskał stolik, natomiast wagon z pieniędzmi rył ziemię , aż do momentu , gdy zatrzymał się przed oczami Szulera. Opadł pył i dym , Szuler popatrzył na miśki. Stali z otwartymi szeroko ustami.
-Jak pan to? Jak ja…
- Weźcie łomy panowie i otwórzcie wagon , potem ja sobie wejdę i zabiorę to , co mi jest potrzebne , a wy róbcie sobie co chcecie.
-Dobrze szefie.
Czarny wyłamał drzwi , po czym starając się wyglądać jak paź zaprosił gestem Szulera do środka. Ten wszedł do środka, wyrzucił ciało strażnika i wybrał równe czterdziećsi tysięcy dolarów gotówką. Po czym wyszedł , a miśki rzuciły się naszłaby złota . Byli jak zwierzęta , pierwszy raz widzące jedzenie. Szuler odszedł jeszcze kilka kroków i popatrzył na zegarek. W wagonie zostawił drugi dynamit. Nic nie miał do miśków , po prostu został mu jeden dynamit i pięciominutowy lont. Znając życie , kiedy miśki przechlałyby cała kasę , przyszliby do
Szulera po kolejne zadania. Niestety , Szuler był strasznym egoistą.
Eksplozja rozerwała wagon na kawałeczki , a kilka kawałków złota upadło obok Szulera.



Wyważył drzwi kopniakiem , zastrzelił odźwiernego i lokaja. Wszedł szybkim krokiem do pokoju, Sarah Jones jadła właśnie obiad , drugi zapewne .
-Puk puk.
-Co ty tu robisz , miałeś nie żyć - z niekrytym przerażeniem krzyknęła kobieta .
-Cwana ze mnie sztuka i tyle. Mściwa , ale cwana.
Skrupuły umarły w Szulerze dawno , dawno temu , przywykł do wszechobecnej śmierci , a zwłoki nie wzbudzały w nim odrazy. Być może było to skutkiem urazu , gdy jego matka pracując w przędzalni zabrała go , by pokazać szefowi i sprawdzić , czy nadaje się do roboty. Na oczach dziewięciolatka podeszła do parowego silnika przędzarki , chciała poprawić nić ,a przędzarka ruszyła . Najpierw ucięła matce rękę , po czym wciągnęła resztę , pocięła ją i przeżuła . W ten sposób Szuler trafił do sierocińca. Ale dość o jego przeszłości.
Stał na środku salonu i celował do grubej kobiety. Wystrzelił ,a pocisk dum-dum urwał jej głowę , roztrzaskał szyję , a ręce wisiały na strzępach skóry. Ręka bolała go już od odrzutu. Trzy strzały w ciągu dwóch minut , to trochę za dużo.
Wyszedł z apartamentu , zupełnie przypadkiem znajdującego się naprzeciw mieszkania Szulera , zabrał walizki drogich alkoholi , broni i talię kart i ruszył dziarskim krokiem ku portowi. Pora wracać do kochanej Anglii
God save the Queen!

Brak komentarzy: