piątek, 31 sierpnia 2012

Chyląc się ku upadkowi

     Międzynarodowy dzień blogerów, wypadałoby coś napisać. Może tym razem o pomysłach.
   Cierpię (czy należy to nazywać cierpieniem?) na syndrom 100 pomysłów na minutę. Większość z nich staram się wprowadzać w życie. Niektóre wychodzą, inne udają się w 3/4 a jeszcze inne zaczynam, rozgrzebuję i zostawiam. Mam też tak, że często najpierw działam, potem zastanawiam się nad konsekwencjami. Przez to zazwyczaj otacza mnie chaos. Lubię ten mój chaos. Z tego też powodu mam masę hobby i zainteresowań. Niektóre moje hobby są raczej pobieżne (strzelectwo, jazda na rowerze), inne nieco bardziej zadbane (pisanie), ale mam też bastion zainteresowań, które pogłębiam i jeśli je utrzymam to pewnie za jakiś czas będę mógł powiedzieć, że jestem znawcą w jakimś temacie (przykładowo bronioznawstwo). Ze względu na ten mój chaos, nie udaje mi się napisać zaplanowanego cyklu do końca. Tak to miało miejsce w "Ludojadzie z Warri", planie na 30 dni, 30 postów, "Szkole latania" i kilku innych, które nawet nie ujrzały świata poza korektą u Pilota. Mam jednak ambitne plany

      Przede wszystkim w planie mam wystartować z nowym blogiem gdzieś w październiku/ listopadzie, odnośnik na pewno się tu znajdzie. Będzie podobnie do tego, może bardziej poukładane i bardziej zdyscyplinowane, chociaż jak widać po projekcie 30 dni, 30 postów, z dyscyplina u mnie słabo. Tłumacze sobie, że wakacje i cały czas mnie w domu nie ma, a na zapas nie napiszę nie wiadomo ile. Następnym razem wymyślę sobie znośniejszą i ... osiągalną częstotliwość publikowania.
     Co więcej, wszystkie opowiadania, które kiedykolwiek tu zamieściłem będą poprawione, przerobione, zremasterowane, wydłużone, albo dociągnięte do końca. Zacznę też bawić się w publicystykę i jedna notka miesięcznie, czy tam raz na dwa tygodnie (zależy jakie sobie tempo ustalę) będzie felietonem, albo czymś pokrewnym.
       Nie wiem co dalej będzie z moimi herbatami, bo stos pustych pudełek chyli się ku upadkowi i domaga ponownego napełnienia, na które raczej szkoda mi teraz kasy, mam masę innych wydatków, związanych przede wszystkim z przeniesieniem do Lublina.




Także zapraszam do jutrzejszego, ostatniego tutaj spotkania. Punktualnie o 17.
Pora na łyk Earl Grey i wyjście z domu.

Brak komentarzy: