Nie o tym miałem jednak pisać. Wchodzimy z impetem w XXI wiek, zaczęliśmy drugie dziesięciolecie, a ludzie poddają procesowi cyfryzacji wszystko, także książki, które w formie e-booków w tamtym roku w Ameryce cieszyły się sprzedażą o wiele lepszą, niż ich papierowe odpowiedniki. Osobiście nie rozumiem tego trendu. Nie jestem aż takim geekiem, żeby cieszyć się samym faktem czytania czegoś z cyfrowego ustrojstwa. Kiedyś usłyszałem argument, że normalnie nie mogę mieć przy sobie 120 książek. No tak, ale po chuj mi tyle książek, skoro i tak aktualnie czytam jedną? Czytniki e-booków ułatwiają też dostęp do gazet, które można ściągać bezpośrednio do kieszeni, nie wychodząc z domu. Gdybym był fanem gazet to może ten argument by w jakimś stopniu mógł do mnie przemawiać. Wychodzę raczej z założenia, że skoro mam to samo na stronie internetowej, to po co mam ślęczeć nad małym ekranikiem, jeśli wygodnie mogę się rozłożyć w fotelu i poczytać bogato ilustrowane artykuły na moim 17 calowym monitorze? Generalnie rzecz ujmując nie jestem szczególnym fanem i zwolennikiem e-booków.
Inaczej się sprawy mają z audiobookami, których jestem fanem. Lubię jak mi aktor czyta. Bo zwykle czyta ładnie i generalnie lepiej niż gdybym sam chciał sobie poczytać na głos. Audiobooków jest niestety mniej niż e-booków, ale zawsze są dosyć porządnie zrealizowane. Zawsze (od małości) lubiłem słuchać jak w radiu była czytana jakaś powieść, nawet jeśli nie miałem pojęcia co to było, to słuchałem uważnie, po czym wracałem do czynności, które zazwyczaj wykonuję słuchając radia, czyli mycie naczyń, sprzątanie, albo wszelkie prace w garażu. Generalnie jest jestem niewiadomo jakim radiosłuchaczem, bo wolę swoją muzykę, ale jak czasem nie mam nic ciekawszego do roboty, to posłucham co ciekawszych audycji (Bo przecież jeśli radio, to tylko trójka i radio Rzeszów).
Książki papierowe, to dla mnie swoiste sacrum. Nie potrafię wyrzucić książki, spalić, ani zrobić jej jakiejkolwiek krzywdy. O ile cały mój pokój i moje otoczenie to umiarkowanie kontrolowany chaos, to półka z książkami świeci przykładnym poukładaniem i harmonią. Lubię nowe wydania, jeśli mają coś niezwykłego do zaoferowania (np. ingerencje cenzury), jednak najbardziej lubię wydania nieco starsze. Koniecznie gruba okładka, najlepiej jeśli jest pokryta tym takim skóropodobnym materiałem, w tytule są tłoczone złote albo srebrne litery. Najlepiej jeszcze jak "wbudowana" jest taka materiałowa zakładka. Lubię też jeśli pojawiają się ryciny w trakcie. Książki takie wyglądają oldschoolowo i mają zajmują cały jeden rząd na moim regaliku, tworząc kolorową przeplatankę tytułów i faktur. Książki papierowe pachną. Uwielbiam zapach nowej książki i chrzęst okładek przy pierwszym szerokim otwarciu. Lubię też książki stare. Ich zapach starego papieru, delikatny klej, czasem delikatne naniesione ołówkiem adnotacje. Książki takie mają własny charakter i czasem, jeśli są dosyć wiekowe i trzeba je czytać bardzo delikatnie, czytanie zmienia się w ceremonię.
Nienawidzę jak ktoś czytając moja książkę, przewraca strony łapiąc za lewy dolny róg strony. Potem kolejne strony są odginane i książka zamiast mieć ładne, równe strony to faluje. Czytanie jest zgubne dla mojego kręgosłupa, bo kiedy zaczynają mnie boleć plecy, to przyjmuję najróżniejsze, często bardzo nienaturalne pozycje. Ale podejrzewam, że to akurat nie jest tylko moja przypadłość.
Reasumując, nie rozumiem idei e-booków,a czytniki do mnie nie przemawiają. Popieram i bardzo lubię audiobooki, ale niekwestionowaną świętością, na którą nigdy nie jest mi szkoda pieniędzy są książki papierowe.

3 komentarze:
Więcej takich wpisów Bra Ba :)
https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/395986_10151034564314098_151912431_n.jpg
Książki nie umrą nigdy. Po części również nie rozumiem całkowitego porzucania książek na rzecz e-booków (czytanych oczywiście na czytniku, e-booki z monitora to już zwykły idiotyzm). Sam planuje zaopatrzyć się w kindle, ale raczej po to, by móc władować tam materiały, książki potrzebne na studia. Wiadomo, komfort w tramwaju większy. Ale zupełnie nie pojmuję rzekomej wyższości czytania książek cyfrowych. Bo to przyszłość. Bo to lepsze i wygodniejsze. Dupa. Mój szwedzki kryminał jest fascynujący tylko w wydaniu, gdzie każda z siedmiuset stron może być własnoręcznie przewracana z narastającą szybkością, współmierną do szybkości akcji. Takie smaczki jak zapach nowej książki czy widok na półkę zapełnioną różnymi książkami to oczywistość. Nie rozumiem natomiast audiobooków. Sam nie jestem w stanie słuchać ich dłużej niż 10 minut bez zaśnięcia. Często lektor robi dobry klimat, ale również może zniechęcać. Inna sprawa radiowe słuchowiska. Do audiobooków się jeszcze nie przekonałem.
Audiobooki słucha się przyjemnie, ale do mnie osobiście nie dociera 2/3 z czytanych przez kogoś treści. Muszę widzieć na własne oczy to, co mam przyswoić, dlatego audiobooki to dla mnie jedynie sposób na powierzchowne ogarnięcie lektury której nie chciało mi się przeczytać, a powinnam coś z niej wiedzieć. A co do e-booków, to też nie rozumiem tego szału, nie wyobrażam sobie czytać książki na małym ekraniku, zamiast móc poczuć zapach kartek i fakturę papieru w dłoniach.
Prześlij komentarz