sobota, 1 stycznia 2011

I po dekadzie

No to już koniec. Koniec pierwszych dziesięciu lat tego stulecia. Wydarzyło się dużo i niesamowicie dynamicznie i szybko. Zaczął się terroryzm na skalę globalną, na wyposażenie armii polskiej weszły F16, a Rosjanie zaczęli panować nad połową Europy przy pomocy kilku gazociągów.
Dla mnie, mniej globalnie rok 2010 był ciekawy. Zdecydowanie to słowo najlepiej opisuje ten rok. Zacząłem prowadzić tego oto bloga. Zacząłem pisać. Połowę Szulerów albo bym wyrzuciła, albo zmienił, mimo to jestem dosyć zadowolony. Potem oczywiście "Czechosłowacka..." i "Węgrzyn", z których jestem zdecydowanie zadowolony. Zdarzyły mi się też felietony, które chyba przypadły do gustu.
Tegoroczne wyjazdy były intensywne. Najpierw szalony konwent w Rzeszowie, później Solina, którą koniecznie musimy powtórzyć, następnie "męskie" Bieszczady, więcej konwentów, zakończone oczywiście Falkonem!
W tym roku stałem się posiadaczem masy herbat, kilkunastu lepszych lub gorszych książek, bokkena, wiatrówki i czego tam jeszcze...
W tym roku, właściwie całkiem niedawno związałem się bliżej z taką brązowooką, z czego jestem chyba najbardziej zadowolony.
Poznałem masę ciekawych ludzi, przeczytałem stertę świetnych książek i kilka zupełnych niewypałów, przesłuchałem masę płyt (dopiero od nie tak dawna notowanych na Laście), znalazłem się na Fejsbuku , obejrzałem kilka naprawdę świetnych filmów, kilka gorszych i całą masę gniotów (oj nie mam szczęścia do kina)
A w tym? W 2011 rok wchodzę niewyspany po świetnym sylwestrze, z perspektywą masy nauki na poniedziałek i nadzieją, na szybkie ferie.
Postanowienia? no oczywiście więcej napisać. Nauczyć się fechtunku. Zdobyć matchę.
Chciałbym żeby literacko był bardziej płodny niż rok poprzedni. Równie urodzajny w wydarzenia i przyjaciół. Szczęśliwy, pogodny i tańszy. Tego sobie i Tobie drogi czytelniku życzę.
Dosiego

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dziękuję.