W piątek dzień na nogach, cały czas z szabla u boku. Promocja liceum, do którego nawet nie chodzę, to to. Łażę jem za friko i jak mi się skrajnie nudzi to macham szablą w dziwacznych miejscach.
Potem nie mogłem ruszyć nadgarstkiem, ale to w sumie norma.
Sobota i okrojone spotkanie klubu. Granie w pokazywanki w parku. Kalambury według fantastów, to hasła w stylu barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów, albo hollywoodzie dziwki uzbrojone w piły łańcuchowe. Masa śmiechu dla zgadujących, piekło dla pokazujących.
Nudzę się i to odbiera mi chęć do czegokolwiek. Nie pojadę na imprezę baloniarską, jest brzydko i praktycznie rzecz ujmując jestem chory. Także siedzę w domu, parzę kolejne herbaty, czytam, i robię rzeczy, które rodzą się z nudy. Dzisiaj zbudowałem wysoką na prawie 30cm wieżę z kości do gry. A potem przejrzałem podręczniki do zapomnianego bitewniaka- Chronopii.
Za mną stoi stół, na stole imbryczek z herbatą, kilka kartek z rozpiskami armii, podręcznik do Chronopii, miarki, masa kostek i figurki do Warhammera i Lord Of The Rings'a, które toczą bój według zapomnianych zasad starego jak świat systemu.
Ech, Earl Grey Earl Grey
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz