A teraz mogę sobie bezkarnie przejść nawet obok bloków, najniebezpieczniejszego zazwyczaj miejsca! Gdzie są dzieci ja się pytam, co za mięczaki i beznamiętne trzypodbródkowe roślinki siedzą teraz w domach. W piękną pogodę, w dyngusa, w domu te słowa się gryzą. Ja lałem się wodą tydzień przed i dwa tygodnie po świętach. Jedynym usprawiedliwieniem nieobecności na polu była angina i to też nie zawsze.
W domu trwa oczywiście zażarta wojna. Walczę głównie ja i dziadek prześcigając się w pomysłach na zasadzki i pułapki.
Takie święta, na których nie byłem mokry, to nie święta.
Byłą rodzina, było fajnie, dużo jem, teraz zabieram się za czytanie. Wielkanocna atmosfera= ja, dziadek i ojciec strzelający z wiatrówki pod domem, w przerwach jedzący i oblewający się nawzajem wodą.
Ech, czuję się stary narzekając na młodych, ale co tu poczniesz....
Łyk herbaty dla ludzi starych- poziomkowo-hibiskusowej....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz