poniedziałek, 25 stycznia 2010

Post imperialistyczna antykomunistyczna świnia.

Łikend minął mi bez szaleństw na oglądaniu Mistrza i Małgorzaty , piciu herbaty i słuchaniu Rhapsody.
Serial okazał się hitem i bardzo mi się podobał , niemal dorównał książce , efekty specjalne może nie zachwyciły , ale film naprawde przedni. Najbardziej podobała mi się ...muzyka. Może były to właściwie trzy powtarzające się w kółko soundtracki , ale wszystkie sprawiały , że włoski na karku przyjemnie się jeżyły brr.

Jok rozpętałem pierwszą wojnę klasową
Nie było ciężko , jeden post na NK dotyczący klasowej ofermy i najlepszego ucznia za razem i klasa zaczyna dzielić sie na tych co mu pomogą i na tych co ich to bawi , reszta po prostu sie patrzy , są beznadziejni. Ja sam zadowolony ze swojego poziomu nie żywię do nikogo urazy , przecież to nie ich wina , że są ludźmi... żywię emocje dosyć specyficzne (coś między nienawiścią a miłością , pogardą) zaczyna sie ciekawa rozgrywka pomiędzy mną , a skrajnym demokratą-antysemitą o zapędach autorytarystycznych.
Bo trzeba Ci wiedzieć , że jestem jednym z tych co prowadzi ich wojna , a pokój w otoczeniu zwykle szybko się nudzi , więc potrzebuję czegoś [kogoś] na kim sie wyżyję i tak oto rodzi się konflikt. Kiedy wychodzi to na forum klasy większość ludzi to bawi (prawidłowa reakcja) a części uczucia są obrażane (zła reakcja)
W ten sposób juz mogę wyśledzić tych co warto się z nimi trzymac dalej i moje przyszłe ofiary.


Wieczór z Rhapsody , Jakubem Wędrowyczem i kubkiem Earl Grey...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

To ja! To Ja! To Novalis :D