Sam film był naprawdę bardzo doby. Historię zna każdy, więc nie będę jej przybliżał. Generalnie ostateczna rozwałka pomiędzy tytułowym młodym magiem z dziwaczną blizną na czole, a jego odwiecznym prześladowcą - beznosym okrutnikiem, który rozmawia z wężami po Serbsku. Film był w 3D, co nie wyszło mu jakoś specjalnie na dobre. Równie dobry byłby jako "płaska" produkcja. Efekty specjalne jak zwykle wgniatały w fotel. Widowiskowe rezultaty czarów i nie mniej widowiskowe sceny zdobywania horkruksów. Nie spodziewałem się EPICKICH scen w filmie o Harrym, jednak bitwa o Hogwart przyniosła przyjemną niespodziankę. Była takim MOMENTEM. W końcu nie należy zapominać, że Hogwart, to zamek -budowla z założenia obronna. W zamku siedzą magowie, a jak powszechnie wiadomo magia ma wiele zastosowań bojowych. Oczywiście, zamku broniły głównie dzieci, używające magii rozzbrajająco- paraliżującej, więc bitwa nie mogła trwać zbyt długo, bo przemieniłaby się w epatującą okrucieństwem scenę mordu przeprowadzanego przez bezdusznych śmierciożerców na niemal bezbronnych dzieciach. A odbiorca docelowy nie lubi scen mordu dzieci.
Takich MOMENTÓW było w filmie kilka. Wyżej wymieniona bitwa o Hogwart, scena, jak na smoku uciekają z Gringotta, czy ostateczny pojedynek między Harrym, a jego arcywrogiem. Rzeczą która szczególnie rzuciła mi się w oczy, a właściwie w uszy była niesamowita muzyka. EPICKIE symfoniczne fragmenty z chórami i grzmiącymi trąbami. Śmiało mogę stwierdzić, że muzyka może równać się z tą gwiezdnowojenną.
Minusem może być 3D wciśnięte niepotrzebnie i za mało EPICKICH MOMENTÓW. Potencjał niewykorzystany do końca. Nie podobał mi się też motyw ze śmierciożerecami zmieniającymi się w ten dym.
Film zdecydowanie godny polecenia!
Oczywiście nie mogę przemilczeć najbardziej epickiego momentu. Voldemort po strzale w Harrego upada na ziemię. Leży trzyma się za głowę. Otwiera oczy ledwie zipie i wtedy Franek głosem voldemortowym: "ale melanż ja pierdole". Pdbiega do niego Bellatrix i go usiłuje podnieść. Bellatrix :"Panie" Franek: "odjeb się, bede rzygał" (w tym momenci nasz beznosy czarny charakter odpycha biedną kobiecinę i usiłuje wstać samodzielnie). W najbardziej rzewnym momencie filmu, kiedy patos leje się z ekranu, a trup ściele się gęsto , cała nasza paczka leżała pod fotelami ze śmiechu. Zepsuliśmy chwilę chyba połowie sali.
Teraz druga część tytułu. W momencie jak wracałem z przystanku niebo rozdarło się nad Jedlizem. Lało się nieprzerwanym strumieniem rozświetlanym częstymi błyskawicami. W swym geniuszu stwierdziłem po przebiegnięciu dziesięciu metrów, że bardziej mokry nie będę. Ciepło było, więc rozpiąłem przemoczoną koszulę i śpiewając "I'm singing in the rain" powolnym spacerkiem wróciłem do domu. Teraz skończyłem właśnie dosychać.
Poziomkowo-hibiskusowe cudo na pracowity wieczór z paragrafówkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz