poniedziałek, 11 lipca 2011

Co miałem, a czego nie mam.

Miałem się rozpisać,o tym jak to po przebyciu całego Jedlicza i okolic trafiliśmy z Kubą nad rzekę, gdzie uwięziło nas bagno, przez które zbudowaliśmy sobie most. Miałem się rozpisywać jak przyjemnie było budować skomplikowaną konstrukcję z kijów, sitowia i liści łopianu przy pomocy tulipanów zrobionych z butelek po piwie. Miałem się rozpisać o tym jak super jest zmarnować ponad dwie godziny na coś, co jest zupełnie niepotrzebne i bezsensowne, bo mogliśmy się po prostu rozpędzić i bagno pokonać szybciej i zapewne efektywniej. Miałem napisać jak boli rozcięta ręka i jak zimna była woda w rzece, ale nie napiszę! Nie napiszę, bo kurwa w całym tym zamieszaniu gdzieś zgubiłem moją pieczęć ojca! Medalik, który był dla mnie bardzo ważny i który był moim stałym punktem we wszechświecie! Co by się nie działo, zawsze był sobie na szyi. Niestety albo pękł rzemyk, albo spadł mi jak budowaliśmy most.... Jutro muszę się wybrać go poszukać, a jak nie znajdę, to muszę ufundować sobie nowy. Bezsilna złość, to strasznie podłe uczucie.
Jestem relatywnie zadowolony, bo w końcu skleciłem niczego sobie opowiadanie. Jak je doszlifuję i wróci z korekty, to pewnie wrzucę.
Na wieczór earl grey.

1 komentarz:

tom pisze...

ekran masz brudny