niedziela, 27 lutego 2011

Niedzielne poranki

Ciężki poranek po dobrej imprezie. Nie jest źle, głowa nie boli, tylko nadwyrężona szyja daje się we znaki.
łyk earl grey
Zasiadam w łóżku z Opowieściami niesamowitymi Poe'a, smakuje tą książkę kolejny miesiąc czytając po jednym opowiadaniu
łyk earl grey
Oglądam zdjęcia z wczoraj, nadworny fotograf Kamil sprawił się jak zawsze dobrze.
łyk earl grey
Ściągam najfajniejsze kawałki zasłyszane wczoraj.
łyk earl grey
Zabieram się za naukę. WOS, matma, historia, geografia przede mną.
łyk earl grey
Monodram leży nieruszony, chyba go nie napiszę.
łyk earl grey
Poleruję szablę, Czytam ostatnie wiadomości na onecie, Krosno 24, Interia
idę po earl grey
Zabija mnie logika komentujących... banda trolli.
łyk earl grey
"Przyjrzyj się dobrze temu logo, 2 faliste kreski, czyli 2 pejsy, 2 pejsy czyli żyd".
JAPIERDOLE!
łyk earl grey
Biurko czyli drewno, drewno czyli drzewa, drzewa czyli las, las czyli KAtyń, Katyń czyli Kaczyński.
łyk earl grey
Tak logiczne są te rozważania, które i tak zawsze sprowadzają się do jednego... polityki.
łyk earl grey, smutne spojrzenie na dno czajniczka. Jest pusty. Ten moment zawsze nadchodzi, ale i tak zawsze zaskakuje.
Polityka czyli wos, pora zająć się czymś pożytecznym.
ostatni łyczek earl grey

poniedziałek, 21 lutego 2011

Do przodu

W sumie nie dzieje się nic specjalnego. Jutro pewnie skończę Metro 2033 potem pokuszę się o recenzję. Jakiś czas przechorowałem równolegle z Frankiem. Na dniach muszę się udać załatwić sobie zdjęcie do dowodu a mi się nie chce. Marazm mnie ogarnia, spałbym tylko cały czas. Muszę napisać monodram koleżance na konkurs, coby sobie mogła powiedzieć. W życiu z monodramem do czynienia nie miałem, dlatego jest to jeszcze trudniejsze. Dostałem na 18 bombillę i cały czas przez nią piję. Nie ważne co, grunt że herbata płynie przez fajną rurkę. Teraz znienawidzone fusy leżą już tylko na dnie kubka.
Yerba mate jest syfska nawet przez bombillę
WOS jest nudny
wczoraj czytając o pierścienicach poczułem się zainspirowany i ściągnąłem... Worms armageddon

Wracam do metra i sączenia senchy przez rurkę.

niedziela, 13 lutego 2011

Jestem już stary

Tak, oficjalnie kończę właśnie 18 lat. Z pompą zakończyłem moje "dzieciństwo" i zacząłem zwyczajnie być niedojrzały, a nie dziecinny. Dobrze mi z tym, dalej będę pił mleko kakaowe, walczył drewnianym mieczem, a w razie sprzyjającej okazji bawił się klockami LEGO. Jestem dużym chłopcem.
Wczorajsza impreza obyła się bez ofiar, a jedyny zawód, to fakt, że długoletni kolega nie zjawił się i mnie olał. Ale tak to już z nim jest. Oby zdechł.
Kark dalej mnie boli, a kończyny są ociężałe, tak jak i umysł. Niezapomniana impreza.

wtorek, 8 lutego 2011

Opowieści niesamowite

Po raz kolejny zasiadam nad zbiorem opowiadań Alana Poe'a świetne są. Wreszcie zmusiłem się do czytania czegokolwiek. Nie marnuje tylko czasu na spanie i właściwie co?
Nawet nie wiem jak marnuję czas nie ucząc się. Poczytam trochę demoty, pozaglądam na wikipedie, posiedzę nad podręcznikami do RPgów, poczytam recenzje gier, książek, filmów etc. No i słucham muzyki, oj dużo dużo. Ostatnio na mózg rzuciły mi się bałkańskie klimaty i wałkuję Mahala rai bandę. ZA JE BIS TA muzyka. Nie ma tam ubóstwianych przeze mnie gitar ale jest orkiestra dęta i masa szaleństwa i pozytywnych emocji. Taki pozytywny wstrząs (jak paralizator od Franka). Wracam do Poe'a

Herbata karmelowa to syf.

sobota, 5 lutego 2011

Czasu mało

Czasu mało to i pisze się rzadko. Powrót po feriach powiedzmy udany. Nic interesującego się nie działo, no może poza tym, że Franek miał robić sesje zdjęciową Simonce, ale wyszło na to, że my mieliśmy cyknięte pierdyliard fotek na tle kościelnego muru.
Elizjum radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Okazuje się, że w Krośnie całkiem sporo ludzi bawi się fantastyką.
Już w przyszłym tygodniu kończę 18 lat, czuję się stary. ech... Mam pomysł na opowiadanie, ale zobaczymy, czy czas pozwoli go wcielić w życie.