Długo, oj długo już nic tu nie pisałem, a bo i w sumie nie było za bardzo o czym. Jakakolwiek systematyczność w pisaniu notek (jeśli takowa istniała) umarła rozleniwiona słonecznymi dniami i nadwyżką wolnego czasu. Cóż wolny czas to duże słowa, bo właściwie ciągle jestem czymś zajęty. Jak nie szermierka to siatka, jak nie siatka to szermierka, jak nie szermierka to sesje RPG, a między to wszystko wpakowuje się jeszcze kurs na prawo jazdy. Brzmi odprężająco? Bardzo! Mam wakacje, wolno mi.
Trzęsę portkami przed piątkiem. Jestem raczej umiarkowanym optymistą. Wyniki matur zadecydują o moich dalszych losach. Mam nadzieję, że bez przeszkód wyląduję w Lublinie.
Co prawda mam jedno opowiadanie, które leży i czeka na zbawienie ( dalsza część "Ludojada z Warri" ), nieprawdopodobnie nie chce mi się jednak do niego zasiadać, dopisać zakończenie i zrobić korektę. Nie wiem, może na weekendzie do tego się zabiorę. Przynajmniej ten cykl chciałbym zakończyć, zanim napiszę sakramentalny "Epilog" tego bloga.
Wakacyjnie rozleniwiony, pozytywnie nastawiony, słodzący dwie łyżeczki kapelusznik pozdrawia popijając łyk orzeźwiającej senchy.
1 komentarz:
Epilogów Ci się zachciewa... -.-
Leszczu.
Prześlij komentarz