wtorek, 31 stycznia 2012

Wells

    W końcu  mam czas wyspać się, poobijać, wypić na spokojnie herbatę i poczytać moje książki. Nie dotykam lektur, nie dotykam podręczników, tylko stare dobre opowiadania H. G. Wellsa. Kocham jego prozę. Nie ma tam opisów, zero zbędnych szczegółów, wszystko toczy się wokół akcji, przemyśleń głównego bohatera (narracja pierwszoosobowa) i wprowadzanych z umiarem anegdotek. O ile nie lubię hard SF, to snute z dozą pesymizmu wizje przyszłości Wellsa bardzo przypadają mi do gustu. I są to utwory prawdziwie steampunkowe, bo w końcu Wells nie mógł wpaść na pomysł umieszczenia komputera i tego typu wynalazków w swoich wizjach. Nawet elektryczność pojawia się sporadycznie. Aż mnie czasem korci napisać coś po Wellsowemu, ale twardo postanowiłem nie marnować czasu na pisanie i poświęcać go biologii albo angielskiemu.
      Bo w gruncie rzeczy pisanie prozy to zajęcie dużo bardziej czasochłonne, energochłonne i myślochłonne niż takie na przykład pisanie wierszy. W tym miejscu chciałbym podzielić się moją daleko idącą niechęcią, graniczącą niemal z pogardą do poezji i poetów. Choruję na przykrą przypadłość niemożności czytania tekstów kogoś kogo nie lubię, albo nie szanuję. Czy to za poglądy, czy to za sposób wyrażania się. Przepraszam, że nie lubię "Wiedźmina", ale pan Sapkowski jest dla mnie totalnym zaprzeczeniem humanisty-twórcy. I pan Cejrowski może pisać najlepsze książki podróżnicze, ale nie zmuszę się do przeczytania choćby rozdziału bez wytknięcia serii nieścisłości, błędów i ogólnego czepialstwa o wszystko. Moja niechęć zbiera największy plon wśród poetów, zwłaszcza romantycznych.
     Moja niechęć do poezji samej w sobie nie jest bezpodstawna. Chodzi o interpretowanie. Jak kiedyś powiedziała moja polonistka, "Po publikacji to już poniekąd nie jest Twoje. Jak sobie ktoś to odczyta to jest jego sprawa. Co sam zauważy, jak zinterpretuje." To bardzo szerokie i nieprecyzyjne przedstawienie problemu interpretacji utworu. Można napisać cokolwiek, nazwać to wierszem i rzucić do interpretacji. Przykładowo:

Samotność
Niebo
Wtedy on
Nigdy już
prawą ręką nie zachowywał...

Mój wiersz "Samotność" powstał w 30 sekund z przypadkowych słów z pierwszej lepszej książki, która leżała mi pod ręką. Zapraszam do interpretacji.


   Żaden utwór prozatorski nie mógłby powstać w ten sposób, bez jakiegokolwiek nakładu pracy, pomysłu i energii.  Już samo skomplikowanie stawia w moim przekonaniu prozę nad poezję. Po drugie ta nieszczęsna interpretacja, w utworze prozatorskim jeśli ktoś jedzie samochodem do pracy, to znaczy, że jedzie samochodem do pracy. W poezji można to zinterpretować jako pogoń człowieka za pieniądzem, wyścig szczurów, albo bóg-wie-co innego. Trzecim powodem są oczywiście poeci, ale tego wątku nie będę rozwijał.
     Oczywiście po stronie poezji istnieją plusy, a proza posiada swoje minusy, jednak w moim rozrachunku poezja spada do poziomu drugorzędnego pisania o byle czym w sposób zawiły i bezsensowny. Zwyczajnie niepotrzebny.

     Pewnie moimi wywodami naraziłem się sporej ilości ludzi, no nic zapraszam do konstruktywnej krytyki i owocnej dyskusji. Jestem otwarty na argumenty broniące poetów. Zapraszam też do interpretacji "Samotności", im głębsza i dokładniejsza tym lepiej. Może jeszcze zostanę rozchwytywanym i cytowanym poetą! To by dopiero była kpina losu...
   
W końcu zima dopisała i jest tak jak nazwa wskazuje... zimno.
na koniec jeszcze łyk Senchy.

Brak komentarzy: