piątek, 30 grudnia 2011

Czas (po)wolny

      Czas wolny między świętami, a nowym rokiem, to dziwny czas. Płynie dziwnie powoli, podejrzanie się dłużąc. Człowiek sobie powymyśla masę zajęć, uknuje masę planów, a potem przekłada je z dnia na dzień i tak mamy już piątek, a ja nie zrobiłem prawie nic, poza przyswojeniem ekologii i napisaniem połowy opowiadania. Równolegle czytając tomiki opowiadań Czechowa i Iwaszkiewicza w obydwu doszedłem mniej więcej do połowy. Mistrzowie krótkiej formy, nie ma co.  Zacząłem 3 tom "Miecza i kwiatów", ale poprzednie dwa tomy czytałem tak dawno, że nie pamiętam już kto był kto. Moje codzienne zajęcia w trakcie przerwy ograniczają się więc do nawpieprzania się tego co zostało po świętach,  poczytania i obejrzenia filmu wieczorem.
     Wczoraj padło na "Salę samobójców". Matko, jak ja się wynudziłem. Rzeczywiście nie cierpi na syndrom "polskiego filmu", ale poza grą aktorów nie spodobało mi się nic. Od 25 minuty, do której liczyłem, że rzeczywiście ten film jest niesamowity, zaskakujący i takie tam  (tak jak o nim mówi wiele osób), czekałem z utęsknieniem na koniec. Fakt, może nie mam porównania, bo oglądam na prawdę mało, wolę poczytać.
      Czy czekam na nowy rok? Niespecjalnie. Dlaczego? Matury.
Tyle
wracam do Iwaszkiewicza.
Ceylon obok książki i jedziemy dalej.

Brak komentarzy: