wtorek, 20 września 2011

Kopyto

 Pochorowałem się na ognisku. Teraz cały czas szprycuję się lekami, żeby na czwartek (wycieczka do Zakopanego) być już w pełni sił. Pogoda w końcu się zmieniła i jest taka jaka powinna być- jesienna. Na nic nie mam czasu. Wszystkie wolne chwile między nauką biologii i olimpiadą z polskiego spędzam śpiąc albo czytając lektury .  Za każdym razem jak wykrzesam trochę czasu dla siebie, piszę artykuły ( zacząłem 3 ) do The Fakto (start mam nadzieję niedługo).
  Ostatnie spotkanie Elizjum zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Przyszło 27 (!) osób,  co przebiło dotychczasowy rekord o 12 osób...  Jeśli taka frekfencja się utrzyma będziemy pełnoprawnym klubem ze wschodniej ściany Polski. Może nawet pokusimy się o konwent?
   Wszystkie wymagające myślenia czynności kończę po 22, potem zostaje trochę czasu na Lekko Stronniczego, poczytanie jakiegoś ciekawego artykułu. Nie mam niestety w tym wszystkim stałego czasu dla bloga, także notek zbyt często nie będzie, a jak będą to krótkie. I tak pewnie do połowy października.
Earl Green z miodem na gardło... c'ya!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Baw się dobrze w Zakopanem. I nie zapomnij.