poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Sierpniowo

Sierpień mija mi bardzo przyjemnie, głównie za sprawą świetnej pogody, dzięki której wszelkie dalsze wyjścia mają jakikolwiek sens. Poprzedni tydzień spędziłem nad Soliną, świetnie się bawiąc, a wcześniej urządzałem sobie parę rajdów po niezwykle malowniczych okolicach Krosna. Co mnie martwi, czasu na czytanie mam niewiele, także wszelkie napoczęte tytuły idą mi baardzo powoli. Widmo trzeciej klasy majaczące za kolejnym weekendem także nie napawa mnie optymizmem, bo przez pierwsze dwa/trzy miesiące czeka mnie praca nad makabrycznie trudną i nudną historią, która w niczym mi się nie przyda na maturze, a zajmie tylko czas i energię potrzebne na bio. Na szczęście potem, mając u historyka taryfę ulgową w szkole będę spędzał czas całkiem przyjemnie i zdecydowanie mniej stresująco.
Wpadłem ostatnio na genialny pomysł. Chcę zostać sołtysem. Nie jakimś ważnym i wpływowym. Chcę zostać sołtysem małej dziury na końcu świata. Pomysł ten naszedł mnie kiedy przymierzałem gumofilce. Poczułem się w nich taki... swojski. Założyłem więc kamizelkę i kapelutek z piórkiem. Z braku gabarytów pod kamizelkę wpadła jeszcze poduszka (bo sołtys musi być słusznych rozmiarów). Tak ubrany i wyposażony w fajkę wyszedłem na podjazd przed domem, przeszedłem się parę razy w te i z powrotem, krzyknąłem sakramentalne sołtysowskie "porządek ma być!" i po wzbudzeniu powszechnego aplauzu i salwy śmiechu u rodziny i sąsiadów wróciłem do domu.
Bycie sołtysem jest fajne i chuj! Nie mam zamiaru logicznie tłumaczyć dlaczego. Jest fajne i koniec! Będę dobrym sołtysem.
I tym genialnym postanowieniem-stwierdzeniem kończę notkę.

Tea power!

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Poduszka musiała być epicka, żeby z Ciebie zrobić "słuszny" rozmiar.

Anonimowy pisze...

A wierni 'poddani' serwowaliby Ci herbatkę. Piękna wizja.