Wpadłem ostatnio na genialny pomysł. Chcę zostać sołtysem. Nie jakimś ważnym i wpływowym. Chcę zostać sołtysem małej dziury na końcu świata. Pomysł ten naszedł mnie kiedy przymierzałem gumofilce. Poczułem się w nich taki... swojski. Założyłem więc kamizelkę i kapelutek z piórkiem. Z braku gabarytów pod kamizelkę wpadła jeszcze poduszka (bo sołtys musi być słusznych rozmiarów). Tak ubrany i wyposażony w fajkę wyszedłem na podjazd przed domem, przeszedłem się parę razy w te i z powrotem, krzyknąłem sakramentalne sołtysowskie "porządek ma być!" i po wzbudzeniu powszechnego aplauzu i salwy śmiechu u rodziny i sąsiadów wróciłem do domu.
Bycie sołtysem jest fajne i chuj! Nie mam zamiaru logicznie tłumaczyć dlaczego. Jest fajne i koniec! Będę dobrym sołtysem.
I tym genialnym postanowieniem-stwierdzeniem kończę notkę.
Tea power!
2 komentarze:
Poduszka musiała być epicka, żeby z Ciebie zrobić "słuszny" rozmiar.
A wierni 'poddani' serwowaliby Ci herbatkę. Piękna wizja.
Prześlij komentarz