poniedziałek, 28 marca 2011

Rhapsody

Rekolekcje, czas, w którym po prostu się nie uczę. Mam kolejna płytę Rhapsody of Fire, ulubionego obok Kamelot zespołu. Połączenie power metalu, z orkiestrą symfoniczną, chórami, solówkami Luci Trulliego i teksty o świecie fantasy, o epickiej historii walki dobra i zła, to to połączenie. Nie potrzebuję górnolotnych tekstów, których przesłanie posiada podtekst zawierający głębsze przesłanie. Utwór ma być ciekawy, wpadać w ucho i zawierać raczej historie niż przesłanie.
W sobotę topienie Marzanny i zachlanie się niemal w trupa przyniosło efekt. Zima się skończyła i robi się cieplej i cieplej. W końcu miałem okazje pomachać trochę szablą na świeżym powietrzu , a nie tylko w sali. Teraz siedzę, poleruję wszystkie bronie jakie zalegają w pokoju, piszę prezent na 18 koleżanki i robię sobie kolejne filiżanki earl grey.
I łykiem earl grey kończę tą notkę, dobranoc.

Brak komentarzy: