czwartek, 17 marca 2011

O demokracji

Moje podejście do polityki jest skrajnie negatywne. Nasila się wraz z nauką wosu i w końcu skłania do podzielenia się kilkoma spostrzeżeniami.
Po pierwsze podejście to nie dotyczy jedynie systemu występującego w Polsce. Drażni mnie sama umowa społeczna aprobująca coś tak nienaturalnego i sztucznego jak ustrój demokratyczny.

Pierwszą rzeczą jest zwierzchnictwo narodu. Od kiedy naród jako taki można nazywać zwierzchnikiem władzy w kraju?
Wybory odbywają się co kilka lat, następują kolejne przetasowania, a mimo to w moim mniemaniu nie mamy najmniejszego nawet wpływu na politykę kraju. Przy wyborach utarł się schemat potężnej kampanii. Nie ma ona jednak najmniejszego sensu, bo każdy może obiecać wszystko. Po całym szumie nie robi się jednak niczego w kierunku realizacji zamierzeń przedstawionych wcześniej , albo je się po prostu zmienia. No to po cholerę na Ciebie głosuję, żebyś Ty na jak dochrapiesz się stołka zmieniał plany "ze względu na sytuacje polityczno-gospodarczo- ekonomiczną"?

Na mój rozum panoćku władza niewielu, na których nikt poza rewolucją nie ma wpływu, to się oligarchia nazywa, a nie demokracja. To nazywajmy rzeczy po imieniu. Tak więc ustaliliśmy już, że nasz ustrój jest ustrojem oligarchicznym, na którego kierunek nie mamy realnego wpływu.

Jak naród może sprawować władzę, skoro w wyborach frekwencja rzadko kiedy przekroczy próg 55% . I z tej połowy połowa wybierze jedno, połowa drugie. Realnie więc rządzi się z ramienia nie ponad połowy, a ponad ćwierci społeczeństwa. Najczęstsze tłumaczenie. "Nie mam swojego kandydata". To lepiej jest iść i oddać głos nieważny, co suma sumarum bardziej udupi tego, kogo nie lubisz niż nie branie udziału. Po to wybory są tajne, żeby przy urnie nie było owczego pędu i jeśli piętnastu wybrało stronnictwo A, to i szesnasty i pięćdziesiąty wybiorą to samo. Jeśli dają wybór, to lepiej go dokonać.

Współczesne partie polityczne, zwłaszcza te większe nie różnią się dla mnie niczym od sarmackich stronnictw Czartoryskich albo Poniatowskich. Inna nazwa i tyle. Jeden mocny lider, który wokół swoją charyzmą bardziej niż programem zbiera wokół siebie ludzi .

Wolnych mediów poza internetem nie ma. A jak są, to ich redaktorzy są zbyt głupi, żeby to wykorzystać. Nie ma cenzury, ale jest PR.

W teorii brzmi i wygląda to wszystko świetnie, ale kiedy doda się czynnik ludzki, to wtedy można mówić o praktyce, która niestety z teorią ma wspólne tylko ustalony porządek i prawo, nagminnie naginane i pomijane.

Tak po przekształceniu jednej tylko notatki z mojego zeszytu mogłem napisać alternatywne zasady prawa działającego w Polsce i krajach "demokratycznych". Boję się brnąć dalej, bo nawet nie wiem co by z tego wyszło. Ile z tego prawdy a ile tylko szoku poedukacyjnego , nie wiem.
Ale kiedy podsumuje się to wychodzi nam wybuchowa mieszanka, znana tylko z lekcji historii i książek science-fiction.
Jedyne co zostaje mi na podsumowanie to cytat, z którym nie sposób jest się nie zgodzić

"Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą."

1 komentarz:

shwnc pisze...

"Jak naród może sprawować władzę, skoro w wyborach frekwencja rzadko kiedy przekroczy próg 55% ."

brak udziału w wyborach to też wybór; oczywiście że naród sprawuje władzę, o tym kto rządzi decyduje 100% narodu, a nie 55%, które wrzuci głos do urny