poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Przyteguj to tam, czyli fach w ręku


Ostatnio zastanawiałem się nad sensem nauki. Rozważania uzasadnione i zupełnie naturalne w przypadku ucznia. No bo w sumie siedząc nad książką wszystko staje się niezwykle ciekawe, każdy kąt i zakamarek kryją nieodkryte tajemnice, ściany nabierają setki kolorów, a chmury w perfidny sposób gnają wolne po niebie. Herbata kończy się w ekspresowym tempie a w człowieku narasta nieodparta chęć do pomocy przy zakupach itp.
Jest kilka plusów nauki.
Po pierwsze , kiedy człowiek coś wie i umie, to niezawodny znak , że żyje. Bo skoro człowiek uczy się całe życie to jest znak tak niezawodny jak ból. Naturalna ciekawość, która pchała naszych pra-przodków z drzew pcha nas teraz ( z mniejszą lub większą siłą) do szkoły, do książek i do nauk.
Więc naukę można uznać za jedną z potrzeb wyższego rzędu, czyli za cechę odróżniającą nas od zwierząt. Ale zgodnie z moim poglądem, że ludzie to takie właściwie nieco cwańsze zwierzęta można powiedzieć, że skoro psa da się nauczyć aportować, to człowieka z jego mózgiem można nauczyć całek i różniczek. I tu rodzi się kolejne pytanie, mianowicie , do której grupy zaliczyć dresiarzy. Czy są oni brakującym ogniwem mojej teorii, czy może jak to mówi Poniedzielski, są to wyjątkowo ciekawskie małpy , które chcą wracać na drzewa. Gotowe i zwarte, w sportowych strojach, wygoleni w razie wszy.
Nauka jako taka jest niezbędna. Ale ja sie pytam, po co człowiek jako istota powiedzmy rozumna musi uczyć się rzeczy tak skomplikowanych jak historia stosunków Polsko-Krzyżackich.
Odpowiedź prosta: bo chce.
Ale dlaczego chce, skoro wie, że po gówno mu się to przyda. Kolejny wniosek nasuwa się sam, osoby z techników , zawodówek itp, po ukończeniu których ma sie fach w ręku są inteligentniejsze niż inteligencja. W takiej kolejności inteligenci są małpami, które z drzewa zlatują na paralotni. Wtedy fachowcy stają sie prostymi makakami, które z drzewa zeskakują, albo schodzą po drabince w zoo.
A skąd ZOO? wymyślili je inteligenci, którzy potrzebowali obcowania z naturą i ratowania zwierząt przed małpami ze strzelbami.
I tu kolejny wniosek. Inteligenci chronią świat przed głupota i impulsywnością nieprzemyślanych działań małp.
Ze świata małp przenosimy się więc z powrotem na Ziemię. Nad książkę do historii i kajdan szkoły. Kajdan dla małp inteligentnych, a poduszkę dla małp-lotników, których życiowym celem jest zbudować własne ZOO albo zginąć próbując. Bo każdy kto uczy się bo chce , a wie, że nic mu to właściwie nie da bez zajebistej pracy przez kolejne kilka lub kilkanaście lat ,a że pieniądze z tego będą dopiero, kiedy ma się fach w ręku, czyli tytuł magistra ma w sobie coś z idealisty- gatunku na wymarciu, który z całą zapalczywością tępię jako jeden z jego podgatunków , czyli klimaciarz. Ja mam o tyle lepiej, że nie idę ślepo za swoją wiarą, tylko patrzę gdzie będzie ciepło i wygodnie patrzeć jak inni idąc po trupach do celu pozabijają się między sobą, a ja po trupach trupów pozbędę się ostatniego idealisty i zajmę jego miejsce. To samo sprawdza się ze stadem pracującym, tyle że jest to społeczność bardziej zżyta ze sobą , więc nie trzeba nawet iść po niczyich trupach, tylko spić całą śmietankę i wiać zanim się plebs zorientuje.

2 komentarze:

Pilot pisze...

Zostaw beletrystykę, pisz felietony :)

Sylwia pisze...

Zgadzam się.
Powinieneś pracować w gazecie.
Fajnie się Ciebie czyta.:)