Po pesymistycznym wstępie, pora na małe podsumowanie:
-pływanie w jeziorze +
-wędkowanie+ (złowił mi się ładny szczupak)
-zaliczenie szlaku+
-zaliczenie jakiejś dziczy poza szlakiem+
-
-
-5 dni nieustającej imprezy +
-epickie kalambury +
-inne atrakcje+ (problemy z trującą, dymiącą, pufą)
Jak widać mam sprawy do dokończenia i kilka ekstra rzeczy do dokonania w Bieszczadach, więc z pewnością nad Soline wrócę.
Teraz pora wracać do "20 000 mil podmorskiej żeglugi" Verne'a, FarCry'a 2 i mojego małomiasteczkowego życia.
Prawdziwa herbata po powrocie z miejsca, gdzie z jednej torebki robi się 2 szklanki w oldschoolowych koszyczkach smakuje jeszcze lepiej. Strasznie ostatnio posmakował mi Rooibos, zaskakujące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz