czwartek, 31 maja 2012

Powroty

     Wróciłem z kolejnego (trzeciego i zapewne ostatniego) wyjazdu nad Solinę. Nie sposób napisać jednej składnej konkluzji po całym wyjeździe. Nie da się powiedzieć czy wyszła nam na dobre, czy na złe. Możliwe, że w składzie, który nad Soliną bawił się przez trzy kolejne lata, spotkaliśmy się po raz ostatni. Nie wiem, czy w pamięci chcę mieć obraz z Soliny, ale niestety pewnie taki się odciśnie. Ja bawiłem się wybornie, ale nie o każdym można tak powiedzieć.
   Po pesymistycznym wstępie, pora na małe podsumowanie:
-pływanie w jeziorze +
-wędkowanie+ (złowił mi się ładny szczupak)
-zaliczenie szlaku+
-zaliczenie jakiejś dziczy poza szlakiem+
-pływanie na rowerku wodnym/kajaku
-zjedzenie gofra nad zaporą
-5 dni nieustającej imprezy +
-epickie kalambury +
-inne atrakcje+ (problemy z trującą, dymiącą, pufą)

      Jak widać mam sprawy do dokończenia i kilka ekstra rzeczy do dokonania w Bieszczadach, więc z pewnością nad Soline wrócę.

      Teraz pora wracać do "20 000 mil podmorskiej żeglugi" Verne'a, FarCry'a 2 i mojego małomiasteczkowego życia.

Prawdziwa herbata po powrocie z miejsca, gdzie z jednej torebki robi się 2 szklanki w oldschoolowych koszyczkach smakuje jeszcze lepiej. Strasznie ostatnio posmakował mi Rooibos, zaskakujące.

Brak komentarzy: