czwartek, 31 maja 2012

Powroty

     Wróciłem z kolejnego (trzeciego i zapewne ostatniego) wyjazdu nad Solinę. Nie sposób napisać jednej składnej konkluzji po całym wyjeździe. Nie da się powiedzieć czy wyszła nam na dobre, czy na złe. Możliwe, że w składzie, który nad Soliną bawił się przez trzy kolejne lata, spotkaliśmy się po raz ostatni. Nie wiem, czy w pamięci chcę mieć obraz z Soliny, ale niestety pewnie taki się odciśnie. Ja bawiłem się wybornie, ale nie o każdym można tak powiedzieć.
   Po pesymistycznym wstępie, pora na małe podsumowanie:
-pływanie w jeziorze +
-wędkowanie+ (złowił mi się ładny szczupak)
-zaliczenie szlaku+
-zaliczenie jakiejś dziczy poza szlakiem+
-pływanie na rowerku wodnym/kajaku
-zjedzenie gofra nad zaporą
-5 dni nieustającej imprezy +
-epickie kalambury +
-inne atrakcje+ (problemy z trującą, dymiącą, pufą)

      Jak widać mam sprawy do dokończenia i kilka ekstra rzeczy do dokonania w Bieszczadach, więc z pewnością nad Soline wrócę.

      Teraz pora wracać do "20 000 mil podmorskiej żeglugi" Verne'a, FarCry'a 2 i mojego małomiasteczkowego życia.

Prawdziwa herbata po powrocie z miejsca, gdzie z jednej torebki robi się 2 szklanki w oldschoolowych koszyczkach smakuje jeszcze lepiej. Strasznie ostatnio posmakował mi Rooibos, zaskakujące.

czwartek, 24 maja 2012

Plan azurblau

      Wokół blogowa apokalipsa, kończąc liceum przyjaciele zamykają swoje blogi. Na mój jeszcze nie czas, muszę dokończyć parę spraw, wcielić w życie parę pomysłów, a dopiero wakacje i czas wolny, którego mam teraz pod dostatkiem,  umożliwią realizację wszelakich planów.
     Generalnie z matur jestem zadowolony, pisemne powinny oscylować wokół 80%, a ustne maksy. Do całości maturalnego tygodnia starałem się podchodzić raczej na chłodno i rzeczywiście w porównaniu do innych miałem raczej śladowe ilości obaw i stresu.
     Pierwszy z wakacyjnych planów już wcielam w życie, mam kartę wędkarską i bez przeszkód i w zgodzie z prawem mogę wędkować na wszystkich okolicznych akwenach. W piątek wyjazd nad Solinę, więc okazja do spróbowania sił na zalewie o sporym rozmiarze.
      Drugi z wakacyjnych planów zacząłem wcielać w życie, ćwiczę. Mam dużo czasu to i dużo ćwiczę. Dwa dni z A6W w jeden dzień, bieganie, co tydzień siatkówka, no i oczywiście wszystko co pozwoli mi szybciej, silniej i skuteczniej walczyć na miecze. Jestem notorycznie obolały, ale i zadowolony, bo moja kondycja pod koniec roku wypełnionego raczej nauką niż ruchem, pozostawiała wiele do życzenia.
     W końcu mogę poświęcić tyle czasu dziennie na czytanie ile tylko mi się podoba, czego od razu widać efekty. "Trzej muszkieterowie" skończeni w jeden dzień. Polecam, fajna książka. Teraz zabieram się za "20 000 mil podmorskiej żeglugi" , zapowiada się niezgorzej.
   
         A tak rzeczywiście, to jeszcze nie dotarło do mnie to, że skończyłem liceum, trzy najlepsze lata mojego życia. Gdzieś z tyłu głowy świeci się mała lampka, która oznajmia, że we wrześniu znowu zobaczę tych samych ludzi, siądę w mojej ławce i zacznę dywagować o aneksji Litwy i Ukrainy.  A tu KONIEC

Robi się ciepło, zaczynam mrozić herbaty. Najlepiej nadaje się hibiskus .