poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Epicki posiłek to podstawa.

http://www.youtube.com/watch?v=C8Wu3Bps9ic

Obejrzałem dzisiaj wszystkie odcinki z tej serii i mam ochotę coś rozpieprzyć w kuchni!

Generalnie ostatnie kilka dni poświęciłem na oglądanie vlogów, tego typu serii i generalnie spędziłem masę czasu na You Tube poznając jego gwiazdy te mniejsze i te większe. Polskie i zagraniczne. Miałem szczęście i znalazłem raczej pozytywne postacie, żadnych maniaków, trolli i podobnego dziadostwa.

http://www.youtube.com/watch?v=fiTEHqAeanw To video widziałem już dosyć dawno temu, ale skoro piszę już o youtubowych fajnościach, to postanowiłem wrzucić także gamersów. Krótko mówiąc goście postanowili sfilmować zwykłą sesję RPG (w D&D) , ale nie tylko jej fabularną część osadzoną w świecie forgottenowym, ale też to co dzieje się w salce, w której grają. Ich żarty i humor charakterystyczny dla fantastów.

Filmiki Quaza śledzę już od roku. Z minigatunku videorecenzji gier uczynił sztukę, łącząc rzeczowe testy, z humorystycznymi wstawkami, masą żartów i odniesień do growego półświatka. Wszystkie jego v-recki są na gaminatorze, w wersji pełnej. Ostatnio zaczął prowadzić Vloga, którego też będę śledził.

Lekko stronniczych podesłał mi wczoraj Mateusz. Tak mi się spodobali, że praktycznie dzisiaj nie robiłem nic innego. Nie są treści ani górnolotne, ani specjalnie ambitne, ale goście mają taki sposób podania, że chyba nie da się ich nie polubić. No i te panie Kasie...

No i oczywiście link z samego początku tej dziwacznej notki, czyli gotujący Szwedzi... dwa słowa
Kurwa majstersztyk.

Po tym moim oglądaniu nasunęło mi się jedno. Właściwie teraz już nie mam po co oglądać telewizji, bo w internecie są ludzie, którzy robią to co powinna robić telewizja lepiej. Wiem, że nie odkryłem Ameryki, ale do tej pory traktowałem YT raczej jako źródło teledysków i śmiesznych filmików, a nie kopalnię ciekawych ludzi i ich pomysłów. Przestanę traktować vlogi, jak uproszczoną alternatywę dla Amerykanów, którym nie chce się czytać pisanych blogów i wolą pośmiać się z dziewczynki, która głaszcze swojego psa i mówi wszystkim jakie ma mięciutkie futerko.

Czuję się odmóżdżony, jak skończę oglądać wszystkie odcinki lekko stronniczych, to pewnie dokończę "Metamorfozy" Jabłońskiego.

Earl Grey is good for you!




poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Sierpniowo

Sierpień mija mi bardzo przyjemnie, głównie za sprawą świetnej pogody, dzięki której wszelkie dalsze wyjścia mają jakikolwiek sens. Poprzedni tydzień spędziłem nad Soliną, świetnie się bawiąc, a wcześniej urządzałem sobie parę rajdów po niezwykle malowniczych okolicach Krosna. Co mnie martwi, czasu na czytanie mam niewiele, także wszelkie napoczęte tytuły idą mi baardzo powoli. Widmo trzeciej klasy majaczące za kolejnym weekendem także nie napawa mnie optymizmem, bo przez pierwsze dwa/trzy miesiące czeka mnie praca nad makabrycznie trudną i nudną historią, która w niczym mi się nie przyda na maturze, a zajmie tylko czas i energię potrzebne na bio. Na szczęście potem, mając u historyka taryfę ulgową w szkole będę spędzał czas całkiem przyjemnie i zdecydowanie mniej stresująco.
Wpadłem ostatnio na genialny pomysł. Chcę zostać sołtysem. Nie jakimś ważnym i wpływowym. Chcę zostać sołtysem małej dziury na końcu świata. Pomysł ten naszedł mnie kiedy przymierzałem gumofilce. Poczułem się w nich taki... swojski. Założyłem więc kamizelkę i kapelutek z piórkiem. Z braku gabarytów pod kamizelkę wpadła jeszcze poduszka (bo sołtys musi być słusznych rozmiarów). Tak ubrany i wyposażony w fajkę wyszedłem na podjazd przed domem, przeszedłem się parę razy w te i z powrotem, krzyknąłem sakramentalne sołtysowskie "porządek ma być!" i po wzbudzeniu powszechnego aplauzu i salwy śmiechu u rodziny i sąsiadów wróciłem do domu.
Bycie sołtysem jest fajne i chuj! Nie mam zamiaru logicznie tłumaczyć dlaczego. Jest fajne i koniec! Będę dobrym sołtysem.
I tym genialnym postanowieniem-stwierdzeniem kończę notkę.

Tea power!